niedziela, 17 stycznia 2016

Fioletowa.Liliowa.

Całkiem przypadkowo ten liliowy anioł dostał buziaka takiej jednej Marty. Nie żebym to zrobiła świadomie. Malowałam, malowałam, a po skończeniu przyglądam się tak temu buziakowi i...jejku toć to Marta!

Kapliczka wiosenna mi wyszła z ptaszętami i kwieciem lawendowym. I dziewczęciem młodym, szczupłym. W przeciwieństwie do poporzednich.
Mam takiego małego cenzora, ma 4 lata, pies na baby. Będzie z niego niezłe ziółko, jak dorośnie. Popatrzył na poprzednie kapliczki i mówi tak, brzydkie są. Takie są tam stare i grube baby, a ja lubię młode laski.
Dziś usłyszałam opowieść, jak załatwił swoją opiekunkę w sklepie. Byli tam razem, on i jego opiekunka ze swoją siostrą. Ta siostra mierzyła jakiś ciuch, a on siedział grzecznie wiedząc, że do kabiny nie można zaglądać. W pewnym momencie do przechodzącego faceta mówi tak " chcesz zobaczyć , jakie I... ma fajne cycki?"
Fioletowa fajnych cycków nie ma, ale zaglądajcie, oglądajcie...







Byłam dziś na proszonym obiedzie, boszsz, alem się najadła i jakie to było dobre. Idę trawić w pozycji horyzontalnej. Inaczej sie nie da.

sobota, 16 stycznia 2016

Sobotnie marudzenie.

Nie wstałam wcześnie. Chyba dlatego, dzień taki krótki się wydawał. Jak było wstać wcześnie skoro się poszło spać o drugiej w nocy? Zasiedziałam się nad kolejną kapliczką  i straciłam poczucie czasu. Za oknem w tym czasie padał sobie śnieg, cichutko, spokojnie, zasłał świat za oknem.



Rano tą biel zepsuł nasz Pan Dozorca wychodząc raniutko z łopatą. Słyszałam to szur, szur za oknem. Wstałam nieziemsko połamana, nie wiem, czy to jakieś lumbago, wciórności, czy inny ischiasz. Może to sprawka Mopa, bo tak się rozwala, że codziennie  budzę się zwinięta w chińskie osiem, poskręcana i ścierpnięta, a hrabia leży do góry kołami rozwalony na ćwierć łóżka.

Odgrzebałam w szafie stareńkie trapery ( jak to dobrze, że je mam) i poczłapałam na zakupy. Dosłownie poczłapałam, okrutnie mi się nie chciało, a i te wciórności dokuczały.  Nocny śnieg jeszcze utrzymywał się na gałęziach i owocach platana. Aż przystanęłam i zrobiłam zdjęcie tym kolczastym owocom ubranym w śniegowe czapeczki.


Ostatnio mam zero pomysłów na dania obiadowe. Totalnie nie wiem, co ugotować. Najchętnej nic, ale sobota to taki dzień, gdzie rodzina już nie chce jeść kanapek. Przypadkiem natknęłm się w Biedrze na mrożone filety z mojej ulubionej rybki. Nawet nie wiedziałam, że mają tam sandacza. Obiad miałam z głowy.
Zanim zrobiłam ten obiad Wu już odgruzował chałupę, nie było zbyt wiele, po malowaniu w zeszłym tygodniu jeszcze  się specjalnie nie nasyfiło.
Mogłam usiąść do malunków. Właśnie zachodziło słońce. Dobre światło diabli wzięli. 
Skończyłam Jagnę od jagniątek. Zabezpieczona lakierem okrętowym może zawisnąć na dworze. 
Nie przypadł mi ten lakier do gustu, ochrania od warunków atmosferycznych dobrze, ale trudny w nakładniu, cieknie i schnie upiornie długo. Kapliczkę trzeba malować na raty, boczki, daszek, tył i uważać na zacieki.


Przypomniał mi się jeszcze jeden anioł drzewny, zrobiony latem w Kaczorówce, ale nie był skończony. Teraz się doczekał.
To kawałek szczapki sosnowej, która tak się ładnie pod anioła wyłupała z większego kawałka.
Wystarczyło trochę pomóc przypadkowi, ze starego drutu zrobić aureolę, z pakuł włosy, z obierków po temperowanym ołówku koronkę pod szyją i na rękawie, pomalować na niebiesko i jest. 


Do grona zapalonych dołączyła moja siostra. Zapaliła się do patchworków. Nabyła jakieś ustrojstwa, co tną ,materiał w kilku warstwach, rozstawiła maszynę i zaczęła działać. Jak na pierwsze dzieło to całkiem jej zgrabnie wychodzi. I to od razu zabrała się za duży format. Będzie narzuta patchworkowa na łóżko. Też chcę taką. Nie mam cierpliwości do szycia.


Oczywiście narzuta nie jest jeszcze zszyta i wykończona, ale zapowiada się ładnie. Radośnie i wiosennie.
Jutro w świetle dziennym sfocę ostatnią z ukończonych kapliczek. Została mi jeszcze jedna, ale chyba poczekam na jakiś wolny dzień, to dłubanie po ćmoku mnie wnerwia. Czy to tak musi być, że wzrok człekowi siada w pewnym wieku?


środa, 6 stycznia 2016

Przed armagiedonem. Jagna łod jagniątek:)

Jutro u mnie będzie armagiedon. Wiem, wiem na łeb upadłam, ale trudno. Decyzja podjęta. Za oknem mróz, nawet śnieg, a mnie wzięło na malowanie. Że kapliczek, to wiadomo, zaraz pokażę ostatnią, ale będzie też malowanie przez duże M. Zostawiam je Wu, a ja cichcem, cichcem do huty. Mam nadzieję, że jak wrócę to nasz duży pokój już będzie lśnił białością, bo na razie to syf, kiła, mogiła i chujnia z grzybnią.
Mam kiepski wzrok, ale, jak założę okulary to nie mogę na te bure ściany patrzeć. Już nie mówię, co widać, jak dobrze słonko przyświeci. Jęczałam, jęczałam i wyjęczałam, Wu maluje.
Muszę na ten czas schować mój warsztat, więc dziś, chcąc się upoić na zapas weną i ochotą, malowałam od samego rana kolejną kapliczkę.

Nie jest jeszcze skończona, zostały detale i lakierowanie, ale muszę, muszę Wam pokazać. No i prosić o krytykę, bardzo to dobrze mi robi. Mam potem jeszcze większą ochotę na malowanie.
No to siup, pokazuję taką sote, zdjęcia robione w sztucznym oświetleniu, a potem trzeba zacząć szykować pokój do malowania.
Matko, gdzie ja to wszystko wyniosę?




Trochę detali: łowiecki


Domecki.


"Jagna łod jagniątek"  - Pantera jest matko chrzestno kapliczki:)



Jak ją wykończę na cacy pokażę raz jeszcze.

Buziaki dla Wszystkich.

niedziela, 3 stycznia 2016

Zatracona.

Jak mnie weźmie to się nie umiem powstrzymać. Wena, jak mnie weźmie chciałam rzec. Jak mnie wczoraj wzięła to puściła z konieczności dziś koło południa. Człek się jednak umi zorganizować, kapliczki schły, Mnemo kręciła ciasto marchewkowe i tiramisu, dla gości. U Mnemo z Nowym Rokiem okazji do świętownia multum. Za to skomasowane, jak się odbędą to potem szlus, cały rok.
Kocham te wolne dni, kocham, jak nie trzeba do huty. Warsztat rozstawiam i działam. Jak się pewnie zorientowałiście, teraz mnie na kapliczki wzięło. Matko, już bym następną trzaskała, bo pomysły się legną, jak wszy na łabach ruskich żołdaków. Tylko, że jutro poniedziałek:(((
Jednak dwa dni i znowu mamy święto!! Hurra, niech żyje Trzech Króli. Nawiasem mówiąc, jak trzech to powinny być trzy dni wolnego prawda?
Nie będe kombinować tylko pokazuję kolejną kapliczkę i tę z wczoraj, którą dokończyłam. Latałam, żeby zdjęcia przyzwoite zrobić, ale i tak żadne nie oddaje rzeczywistości.
Pierwsza krytyka już była, gości miałam.
Teraz do krytykowania zapraszam Was.

Najnowsza kapliczka - zwiastuje...
No, co ona zwiastuje?
Z mroków zimy, w zgrzebnej szacie wyłania się ONA. Jeszcze nieśmiała, jeszcze zaspana, ogrzewana nieśmiałymi promykami słonecznymi. Ogrzewają ją ...koty -wiadomo najlepsze w tej roli.
Taki jeden, z krajów dalekich już się pojawił i brodzi w powodzi niezapominajek, bo proszę Państwa ONA zapuka  do naszych drzwi, jeszcze  tylko troszkę poczekamy...

Tytuł? Jaki może mieć tytuł ta kapliczka?








A kiedy ta powyżej się pojawi, wtedy ptaszęta zaśpiewają i nastanie jasność. Błękit i lazur na niebie. A koty już grzać nie będą musiały zziębniętej ( no kogo). 





Starałam się, jak mogłam, uwierzcie. I przyznam się, że  pędziel to miewałam w ręku, kiedy było trzeba malować ściany. teraz przerzuciłam się na pędzelki.
A efekt macie powyżej.
Zachęcam do krytyki:)

sobota, 2 stycznia 2016

Kapliczkowo.

Druga kapliczka. zielona, prawie już gotowa. Jeszcze mi tu czegoś brakuje, ale nie mogę się zdecydować czego. Poczekam więc, aż pomysł sam przyjdzie, albo mi podpowiedzcie, czego tu brakuje?
Tymczasem kolejna schnie, pomalowana tym razem na szaro. Co się na niej znajdzie jeszcze nie wiem. Długo się zastanawiam, namyślam, kombinuję.




Czekam na dłuższy dzień, w tych ciemnościach trudno mi się maluje, jakieś szkice, większe powierzchnie można próbować, ale z detalami już trudniej.
Zakupiłam sobie fajne pędzelki (rany jakie to drogie), wybór jest ogromny. Kształty, długości, grubości, szerokości, włos szczeciniasty, miękki, zakończone płasko, okrągło, szpiczasto...
 A pomyśleć, że malarze kiedyś sami sobie pędzle produkowali. I to z włosia wolego, soboloweo, wiewiórczego nawet. Ja jeśli bym nawet chciała sama produkować to mogę jedynie  z włosia Mopkowego.
W sam raz dziecinka już zarosła i można trochę oskubać:)


Szczególnie, że śpi jak zarżnięty, nawet się nie kapnie:)