O cyklinowaniu podłogi i efektach będzie potem, jedno jest pewne, gdybym wiedziała, że zajmie nam to dwa dni to chyba bym zostawiła, tak, jak było. W końcu 7 lat jakoś żyłam z podłogą, która urodą nie grzeszyła. To wszystko przez ten prunt, przyszedł i zmusza człeka do działań, baaaa, wszytsko zaraz jakoś dokładniej widać.
Jednak celem wprowadzenia w nastrój wakacyjny pokażę Wam, jaki dziś ranek mieliśmy. Dzięki Mopkowi dane mi go było zobaczyć, inaczej bym pewno przespała. Mopek - bidula już od świtu kręcił się trochę po posłaniu, by tak koło 6 rano, cichuteńko, choć z aromatem zwalającym z nóg nafajdać na chodniczek.
Poderwałam się na równe nogi węsząc w tym zajściu kłopoty. Bo Mop tak się zachowuje, jak jest chory. Zgarnęłam śmierdzącą niespodziankę i wyniosłam sprawcę zajścia na taras, nie miał zamiaru nawet zejść po schodkach, chwiał się na nóżkach i uciekał na posłanie popiskując i ciągnąc tylnymi nogami. O 6 rano do weta na prowincji jechać nie sposób, więc zostawiłam bidulka w tym koszyczku i poszłam na obchód poranny, zobaczyć, jak tam po wczorajszej burzy wygląda obejście.
A burza zaczęła się takimi oto widokami.......
Za to rano było tak......
Odczekaliśmy do przyzwoitej godziny 8 i pojechalismy do weta. W sumie nic mu wydaje się nie być, oprócz tego, że ma nadęty brzuch, robi wodniste kupki i ma zapalenie oczka. Widać przez ten brzuszek nie mógł rano chodzić, już kiedyś miał podobnie. Jak poskładam sobie wszystkie okoliczności to mogłam się spodziewać, że zachoruje, bo w niedzielę nie chciał jeść, a wczoraj za to chciał zjeść dwie porcje. Już na wczorajszym spacerze kucał, co chwilę, pewno z 5 razy. No i puszczał cały wieczór smrodliwie bąki. Nie wiem, co mu zaszkodziło, jadł, to, co zwykle. Czyli puszkę i trochę suchego.
Wetetynarz nie zobaczył nic poważnego, dał trzy zastrzyki, krople do oczu i jutro mus jechać jeszcze raz na kolejne zastrzyki. Teraz biduś śpi w koszyczku, ale już chodzi normalnie, nawet wskakuje na fotel, albo krzesło. Rano ledwo człapał.
No i tak to się, jak widzicie relaksuję na wakacjach.
P.S. Wczoraj smarowałam gnaty Wu, bo po szlifowaniu podłogi ledwo się ruszał. Lazaret normalnie mi się tu zrobił.
życzę mopkowi duużo zdrowia. a tobie zazdroszczę burzy. do nas jeszcze w tym roku nie przyszła. jakie te mazury jednak wielgachne są:))
OdpowiedzUsuńBurze od niedzieli mieliśmy już dwie. Przynajmniej nie trzeba podlewać i fajnie, bo jedna była w nocy, druga pod wieczór. Nie psują też pogody, dziś jest pięknie. Mopkowu już lepiej, zjadłgotowanego kurczaczka z marchewką i chciał jeszcze. I już nie leży cały czas w koszyczku, chodzi sobie to tu to tam.
UsuńMnemo, jak Ty masz TAM pieknie. Te ranne widoki z wdzierajacymi sie przez sosny promyczkami slonca :)
OdpowiedzUsuńMopek niech zdrowieje, a Wy odpocznijcie sobie choc troche bez upiekszania remontowego.
Wlaz na ten hamak i polez sobie bezczynnie :) Jakie lilie piekne :) I rozyczki :) Motylek i pszczolka tez :)
Usciski :)
Taki człek głupi jest, ciagle coś poprawia i kombinuje, wszytsko po to, żeby było ładniej. A jak chcesz Orszulko zobaczyć od czego zaczynaliśmy to zerknij tu: https://www.blogger.com/blogger.g?blogID=2346961891938264122#editor/target=post;postID=8038226924958947954;onPublishedMenu=allposts;onClosedMenu=allposts;postNum=9;src=postname
UsuńW tym roku w końcu widać, że to, co przez lata wsadzałam zaczyna rosnąć!!!!!
Sie wcale ten linek nie otwiera, tylko gada, ze nie mam uprawnien. :(((
UsuńMusial Mopek pozrec jakas zdobyczna padline albo cos w tym rodzaju. Zdrowka psinie zycze! :))
No to podmieniam link: http://de-kupa-ge.blogspot.com/2014/06/jestem-w-kuro-doopo-albo-dupo-neko.html
UsuńW parku mógł capnąć, co rusz jakieś syfy wywalają z pobliskiego bazarku. Tutaj raczej nie, za ogrodzenie wychodzi tylko z nami, na smyczy, na działce, wątpię, skąd padlina?? Chyba, że coś zdechło, a on to zjadł.
Już mu lepiej, na szczęście, bo nijak odpoczywać, kiedy on taki biedniutki i jęczący.
Zobaczylam sobie :) Podziwiam Was i szfystkich ludzi, ktorzy tak pieknie potrafia zagospodarowac ugor.
UsuńTe Twoje zdjęcia to są takie piękne jak z bajki :-)
OdpowiedzUsuńBo ładne to, co pstrykam:)
UsuńBiedny Mopek. Łakomczuchy durne te nasze psy. Moja ostatnio też zeżarła na spacerze osłonkę od parówki. Taką plastikową. Całą noc się z nią bujałam, bo jęczała, stękała do rana. Rano puściła pawia z tym plastikiem, i się uspokoiło. I fakt, ludzie wyrzucają takie syfy, że nogi z d.. powyrywałabym temu, kogo bym przyuważyła na tym. Moja namiętnie zbiera i chowa za łypę chusteczki higieniczne, co to przecież do kosza nie można wrzucić.Więc mój spacer wygląda tak, że co ok. 2 metry gadam fuj, fe lub zostaw. A jak chwyci, to warczę wyrzuć to. I wyrzuca - na szczęście. Możnaby w kagańcu prowadzać, ale mi jej szkoda kneblować.
OdpowiedzUsuńMnemo masz pięknie. Szczególnie, jak się popatrzy na to magiczne zdjęcie z hamakiem, gdzie światło przez drzewa się prześlizguje. Odpoczywaj !
I jakiego luda stwórz !
UsuńLuda stworzę, tylko mnie wena najść kusi, to trzeba się przestawić z trybu "wół roboczy" na twórczy.
UsuńMój aż takich syfów nie jada, jak chustki do nosa, ale łapie jakieś kości od kurczaka, albo stare kiełbasy. Skąd takie coś w krzakach w parku? Były przypadki trucia w ten sposób psiaków, jakis wariat to chyba podkłada. Już i tak jestem umęczona tą smyczą, nawet tu na Mazurach i w lesie na smyczy, taki mam uraz przez to pogryzienie Mopa kilka lat temu. Sprawca już nie żyje, ale ja o inne sy się boję.
no to zdrówka dla Mopcia. No i niecierpliwie czekam na efekty podlogowe:-))
OdpowiedzUsuńcałsuki
Będą, będą tylko trudno zrobić zdjęcie, żeby pokazac kolor podłogi. W świetle lampy się zlewają, bez nic nie widać. Ściany są ze świerku, a podłoga chyba sosnowa,ylko teraz jest lekko przyciemniona, na taką ściemniała sosnę. Bo ma nie być widać brudu!!!!!!
UsuńChłopaka szkoda; mam nadzieje, że bidul szybko dojdzie do siebie. Wu - też oczywiście :)
OdpowiedzUsuńA zdjęcie z hamakiem jak z jakiegoś snu...
Bo takie tu ranki po burzy bywają....a na jesieni mgły, coś pieknego, kiedy tuż za płotem suną takie, jak wata i podchodzą do drzwi......bajkowo wtedy jest dopiero.....
UsuńMopek już ozdrowiał. Zachowuje się normalnie.
kochana ale jak skończysz podłogę to bedziesz szczęśliwa i szybciutko zapomnisz ten cały bajzelek:))Psinke wygłaskać:)))))
OdpowiedzUsuńOj, wiedzę, że nie tylko ja zaczęłam urlop lazaretem :( Miśkę wykończyła klima w aucie, ma zapalenie gardła, a sama się domagała podkręcenia co chwila sapiąc. Ja tylko mogę pozazdrościć tak pięknych poranków. My ze szczylo-szczeniolem głównie w domu.
OdpowiedzUsuńCzochry dla Mopka, coby brzuszek na miejsce wrócił!
A miało być leżenie świństwem do góry!
OdpowiedzUsuń