Tak to już jest z nami, że kiedy urlop się kończy zaczynają się pojawiać kolejne pomysły. Nagle widzimy ile jeszcze rzeczy nie zostało zrobionych, które były w planach i ile jeszcze nowych rzeczy moglibyśmy zrobić, miejśc, które można odwiedzić, gdyby nie konieczność powrotu.
Koniec urlopu, tego najdłuższego w roku, zawsze napawa mnie smutkiem. Do kolejnego przecież trzeba czekać znowu cały rok.
W tych ostatnich niemalże godzinach, idąc za ciosem, podbudowany pozytywnie Wu (zadowolony ze stołu) naprawił jeszcze stare śmietnikowe krzesło, któremu zarwało się siedzenie. Krzesło ma dość ciekawy wygląd i szkoda go wyrzucić, choć w pierwszej wersji miało gdzieś stanąć w kącie ogrodu i robić za wystrój.
Po dokładnych oględzinach okazało się, że nogi i oparcie są jeszcze solidne, więc trzeba je koniecznie naprawić, dać mu szansę na kolejne życie.
Z sosnowej deski Wu dorobił mu siedzisko, a dalej, to już proste. Olejowanie, woskowanie, glancowanie.
Skutek jest ano taki.....
Doskonale pasuje do stołu, ale zarwanego siedziska nie wyrzuciłam, o nie. Nagle okazało się, że tarcica, którą było oklejone (bo reszta drewniana) bardzo mi się przydała:))
A do czego to pokażę kiedy indziej.
W temacie meblowym pozostaniemy i pokażę jeszcze taborecik, który Wu zrobił z brzozowego krążka i olchowych gałęzi.
Doskonale służy do posiadywania tu i tam. Lubię tą jego prostotę. Oczywiście wykończenie go to olejowanie i woskowanie. Standard:)))
Kolejny w podobnym stylu, tyle, że większy ( będzie robił za stolik) jest na warsztacie, tzn, stole w ogrodzie, bo tam odbywają się wszystkie prace. Jak nie ma pogody nie ma warsztatu:(((
A dziś pogoda była trudna. Od rana upał niemiłosierny. Pociłam się, jak oszalała, co przy doskwierającycm cały czas żołądku potegowało jeszcze złe samopoczucie.
Piłam miętę, leżałam na leżaku i czekałam, aż minie i skwar i dokuczanie żołądka, pilnowana przez inspektora nadzoru imć Pana Mopcianka. On też był jakiś smętny i chodził bardzo powoli.
Skwar minał, bo przyszła burza i .....trzeba było zamknąć warszat:(( Z nudów, bo nic innego mi nie przychodziło do głowy, robiłam zdjęcia....motylkowi, który schronił się do chałupki przed deszczem.
Dopiero wieczorem odzyskałam jakąś chęć do działania i zabrałam, się za wykorzystanie tarcicy z zarwanego krzesła, co też musiałam przerwać, bo słońce postanowiło iść spać.
A żołądek, jak nękał tak nęka.....bleeeee.
Czyżby to zespół pourlopowy już mnie dopadł????
To teraz tylko przetrwać noc. Od jakiegoś czasu nie lubię nocy na Mazurach, są takie bezproduktywne. W tym czasie ile fajnych rzeczy mogłabym porobić:((( Pewnie dlatego budzę się, co parę godzin i wyczekuję świtu. To jest wkurzające, jak słyszysz obok smaczne posapywania reszty. Nawet inspektor nadzoru imć Pan Mopcianek smacznie pochrapuje i nie słyszy kotów, które nocą buszują po tarasie i wyjadają mu suche żarcie. Ja za to słyszę i koty i wszystkie inne stuknięcia i puknięcia, a świtem budzące się ptaki.
Bezsenność jest okropna, a dziwiłam się teściowej.........
Macie na nią jakiś niezawodny sposób???
Na bezsenność polecam dwa małe Absorbery. :)
OdpowiedzUsuńWymęczą za dnia tak, że ryjesz podłogę już po osiemnastej :))))
Krzesełka fajne :)
Absorbery nieeeee, ja to już przerabiałam!!!! One w nocy też nie dają pospać:((((
OdpowiedzUsuńJestem zachwycona stołem z poprzedniego posta i krzesłem z tego posta. Zresztą wszystkimi Waszymi cudnymi meblami i pracami, jesteście niesamowici! Macie z Wu magiczne ręce i genialne głowy :) Bezsenność najlepiej zaakceptować. Wiem, ze to może głupio brzmi, ale to najlepszy sposób. Przyjąć taki stan rzeczy jaki jest. Przynajmniej mniej się zdenerwujesz i może zaśniesz. Nie pamiętam w jakiej książce ten sposób znalazłam, ale na mnie działa najlepiej.
OdpowiedzUsuńTak się cieszę, że i Tobie się podoba!!! Bardzo żałuję, że tyle jest fajnych rzeczy do robienia, a tak mało czasu na nie. I szkoda, że tych pomysłów nie miałam, jak miałam 20 lat......
UsuńZaakceptować powiadasz......hmmmmmmmm, dziś wypróbuję:))
Ze zgodą na bezsenność się nie zgadzam:) Krzesło wyszło bardzo solidnie:) Stołeczek uroczy, a zachód słońca do "zazdraszczania". Zdrowia życzę i nie daj się zespołowi pourlopowemu. Jeszcze będzie wrzesień:)
OdpowiedzUsuńA wiesz, że jak tak myślę, czy ten wrześniowy wyjazd, czy Mazury to chyba raczej Mazury bym wybrała, ale zapłaciłam już..........
UsuńNa otarcie łez mam jeszcze tydzień w sierpniu:)))
Znalazłam coś ciekawego na temat kapliczek warmińskich
Usuńhttp://www.domwarminski.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=43:kapliczki-przydrozne&catid=13:dziedzictwo-kultury-i-przyrody&Itemid=127
A na wrześniowym wyjeździe to... masz się dobrze czuć, cieszyć, zwiedzać, fotografować i później nam wszystkim opisać:)
Fajne te siedziska :)))
OdpowiedzUsuńŻołądek już Cię pewnie z nerwów boli, a na bezsenność nie mam jakiejś metody. Pojawia się u mnie i znika.
Po hucie też śpię, jak zarżnięta. Może tu jestem za bardzo wypoczęta umysłowo???
UsuńWypoczęta jesteś w pierwszym tygodniu. W drugim mam już syndrom powrotu - dolegliwości są charakterystyczne i typowe. Nie da się na dłuższą metę kochać i porzucać (mam na myśli Kaczorówkę oczywiście). Krzesełko wymarzone do stołu! I do siedzenia:)
OdpowiedzUsuńJest wygodne, pomieści różne khmmmm rozmiary:))
UsuńA lato w tym roku takie piękne...wtedy kocha się Kaczorókę jeszcze mocniej
Zaakceptować nie ejst łatwo, ale to faktycznie dobry sposób. Trzeba sobie powiedzieć, że TAK SIĘ PO PROSTU ZDARZA, tak bywa, są takie okresy w życiu, że nie moze się spać. Pomaga, bo to prawda. :)
OdpowiedzUsuńSołki i wszytsko przecudne. Wyobrażam sobie ile radości wam sprawia taka praca i jje efekty. :)
Żeby nie oczy mozna byłoby czytać, ale w pinglach za długo się nie daje, szczególnie przy sztucznym oświetleniu.
UsuńGosianko, kiedy wpadam w trans, zapominam, jesć, pić, siusiu.....to fantastyczne uczucie, w głowie są tylko pomysły i wizje, co dalej, jaki efekt......
Mnemo, czytnik rozwiązuje sprawę czytania i oczu, bo podświetlany i można wielkość literek sobie dostosować. Tylko nie mów, że książka, to książka. Dla mnie też, ale przeważają inne względy. I one zupełnie sentymentalne nie są. Jestem na etapie rozeznawania rynku czytników.
UsuńHmmm, mam plus 3 do czytania to chyba czcionka 24 by musiała być, ale się nie wzbraniam, musze do niego dojrzeć.
UsuńChcesz zobaczyć, co tym razem mnie na koniec urlopu opetało?? To za chwilę, wrzucę niebawem.......
jejuniu, jak ladnie krzeslo wyszlo, rzeczywiscie do kompleciku ze stolem, a w stolku sie zakochalam! na ament!
OdpowiedzUsuńco do brzuszka - niech mija (mij, mij, mij), co do bezsennosci...a co Ci przeszkadza cos robic w nocy? Jasne, z enie rabac drzewo, badz uzywac pily tarczowej , odkurzacza czy grac na trombie, ae inne rzeczy mozna robic, potem cieplego mleka (chlust chlust chlust), obowiazkowo DOBRA ksiazka - zaasniecie murowane w pare minut (u mnie bez cieplego mleka, brrr brr brr).
A urlopy lepiej brac ciut krotsze, jesli sie da, a wiecej w roku, wtedy latwiej konczyc urlop, bo perspektywy sa!
ach ten stoleczek.....
U mnie pilnują, żeby jeden urlop był przynajmniej 10 dni roboczcych. Najbardziej mi podoba urlop 3 tygodnie, wtedy już daje się odpocząć i popracować. Ale teraz takich nie biorę, faktycznie wolę krócej ale częściej.
UsuńMiło, że Ci się stołyszek podoba, a on taki prościuchny.
No właśnie, zapomniałam rzec, że ryczka jest the best!
Usuńto co, ze prosciuchny...dla mnie im bardziej prosciuchny tym bardziej lepszy!
UsuńKrzesełka wielce oryginalne,masz cenną cechę ratowania rzeczy.
OdpowiedzUsuńA pomyśl,że mając ten domek,masz urlopów w roku ile się chce! Każdy wyjazd na wagę złota:)
Ja się uczę je ratować, mam nadzieję, że moje kompetencje z czasem wzrosną:))
UsuńKrzesło cudne ! Uwielbiam takie deski, jak jego siedzisko. Taboretek też niczego sobie !
OdpowiedzUsuńA niespanie. Kiedyś nie miałam tego typu kłopotów. Teraz też jakby nie mam, ale czasem się zdarzy, że przewracam się z boku na bok. Na mnie działa książka. To znaczy na leżąco czytam. I w zasadzie zawsze działa. Niczego innego nie stosowałam.
Albo gadający telewizor, też tak działa, jka Wu oglada 17 -ty raz wiadomości to zasypiam w trymiga, ale tu nie ma telewizora i myślę, że nigdy nie będzie. Zostaje książka, wczoraj przed snem przewracałam atlas roslin, dobrze wiedziec, co rośnie wokół. A rośnie sporo.......
UsuńŚliczne krzesło! Jak ludzie tak pięknie odnawiają stare meble, to zawsze przypomina mi szpital chorych sprzętów z "Akademii pana Kleksa". Pan Kleks z taką uwagą i troskliwością podchodził do zepsutych foteli, zegarów, dziurawych krzeseł... A u Was też jak w bajce:)
OdpowiedzUsuńNowy mebelek w postaci taborecika jest przecudny.
Spać Ci nie dają te różne fajne pomysły. Jak człowiek wciągnie się w takie przyjemne zajęcia, jak np. renowacja mebelków i upiększanie ukochanego miejsca, i widzi, że mu nieźle wychodzi, to tak bywa. Człowiek piszący te słowa, tak ma:)
Poszłabym nawet dalej, ja w takim stanie zapominam, jeśc, pić, siusiu...... a jaka jestem zła, jak mi się przerywa:))))
UsuńO, ja też! I jak tu spać?
Usuńtym swoim mebelkom dajecie duszę i radość gdy tak pięknieją :) podziwiam
OdpowiedzUsuńżołądek wreszcie dał Ci spokój??
OdpowiedzUsuńDziękuję, dziś już jest ok. Za to upał był okrutny, o 17:00 - 30 stopni w cieniu, na tarasie. Dobrze, że jest prysznic ogrodowy......
Usuń