Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękodzieło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękodzieło. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 stycznia 2017

Maluję dalej...

Oprócz wspomnianego wcześniej Walentego, błogosławiącego zakochanym, którego wykończyłam i pokazuję niżej, stworzyłam jeszcze Franciszka.





Przymusowy zakaz opuszczania chałupy ma dobre strony, można posiedzić dłużej przy robocie, a choroba szybciej mija.

Franuś, jak wszystkie moje kapliczki, jest kolorowy, wesoły, pozytywny.

W kolejce czeka Antoni i Florian, który będzie młodzieniaszkiem zgrabnym i powabnym, takim też był, kiedy umarł śmiercią męczeńską.

Florian jest patronem Austrii i Bolonii oraz Chorzowa, ponadto hutników, strażaków i kominiarzy, a także garncarzy i piekarzy. Swoje święto obchodzi 4 maja.



O świętym Florianie, kim był i dlaczego jest też patronem strażaków opowiem, jak skończę kapliczkę.
Buziaki wieczorne.

piątek, 13 stycznia 2017

Dziękowanie i pożegnanie z kapliczkami.

Bardzo, bardzo Wam dziękuję za miłe słowa pod postem z Rochem. Człek jest jednak próżny i takie zachwyty mile go łechczą. Łechczą i zachęcają do dalszych działań, bo wiecie, jak to jest zimą, szaro, buro, źle, słowem nie chce się nic. Człowiek marudny się staje, niezdatny taki.
A za sprawą tych zachwytów ma o czym myśleć, planować i wracają chęci do działania.
Wu trochę jęczy, że z sypialni sobie zrobiłam warsztat, a nas wyeksmitowałam do dziennego ze spaniem, ale to też ma swoje pozytywne strony. Mogę sobie przed snem popatrzeć na ten nowy kanał w TV, o którym wspominałyście. Czasem późno w nocy trafiam na Maję w ogrodzie i zasypiam z miłymi obrazami ogrodów pod powiekami.

Wcześniej Wam pokazywałam Franciszka i Ritę, którzy jeszcze czekali na dokończenie, a teraz już czekają na wysłanie ich wspólnie z Rochem w świat. Gdyby nie dzisiejsza awaria autka (padł alternator) już byliby  w drodze.

Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że te moje kapliczki, będą strzegły/ozdabiały wyjątkowe gumno. Niektóre z Was znają je osobiście, a większość z Was zna blogowo właścicielkę tego gumna:)
Dla moich kapliczek to nobilitacja!

Zanim więc polecą do swojego nowygo domu pokażę je Wam w całej ich kapliczkowej krasie.
Wszystkie trzy zostały zrobione samodzielnie, latem na Mazurach. Są dość duże, dobrze zabezpieczone, mocnym lakierem jachtowym. Mogą wisieć na drzwach, wiatach cały rok, będą się z czasem patynować i kiedyś przestaną razić nowością.
Deski, jak to deski, nie są równe, mają pęknięcia, sęki, ale to akurat uważam za atut, są przez to ciekawsze. Nawet, jak kiedyś sęk wyleci to też będzie ciekawie - będzie kapliczka z dziurką:)







Nowy domku - ze względu na złośliwość alternatora, który odmówił posługi (trzynasty w piątek?) a związku z tym musiałam do mechanika, a potem na nogach w trasę do huty, spodziewaj się kapliczek w przyszłym tygodniu, w poniedziałek będzie wysyłka.


poniedziałek, 29 lipca 2013

Tak, jak obiecałam.....CANDY

Nie ma żadnej szczególnej okazji, ale tak, jak Wam obiecałam tutaj ogłaszam CANDY. Taki jest blogowy zwyczaj, a ja w ten sposób chciałam Wam podziękować, że zaglądacie do mnie czytacie, opiniujecie, chwalicie. Bez Was nie byłoby sensu tego bloga pisać. Spędziłam tu z Wami wiele przyjemnych chwil, czasem uśmiałam się do łez, o co nawet w realu jest ostatnio trudno. Czytam też z przyjemnością Wasze blogi i cały czas się uczę, uczę, uczę, bo macie świetne pomysły, cudne wspomnienia i trafne spostrzeżenia. Z niektórymi nawiązała się nić wyjątkowej sympatii i nie poprzestajemy na blogowych kontatktach, na razie piszemy do siebie maile, ale z pewnością spotkamy się jeszcze w realu.

Ostatnio spodobały się Wam moje "ludy", więc nie bacząc na żar lejący się z nieba, rozłożyłam mój kaczorówkowy warsztat i zrobiłam z myślą o CANDY "luda". On nie ma jeszcze imienia, bo pomyślałam, że pomożecie mi je wybrać.....

Jakie będą zasady candy?

Ano standardowe:

  1. Wpis pod postem, wyrażający chęć wzięcia udziału w candy.
  2. Propozycja imienia dla "luda" - potem z nadesłanych propozycji wybierzemy jakieś metodą głosowania:)).
  3. Jeśli chcecie w komentarzu możecie wpisać, gdzie taki "lud" w razie wygranej u Was zamieszka.......
  4. Posiadających bloga poproszę o wstawienie banerka u siebie na blogu i podlinkowanie.
  5. Można też podlinkować na FB, jak ktoś ma.
  6. Osoby bez bloga wystarczy, jak spełnią puknty 1 i 2, ewentualnie 3 (proszę podać maila)
  7. Będzie miło, jak dołączycie do moich obserwatorów
Czas zgłoszeń do 15 sierpnia do 24:00. Ogłoszenie wyników najpóźniej 19 sierpnia do 24:00. Specjalnie robię taki zapas czasowy w ogłoszeniu wyników,bo w tym czasie będę w Kaczorówce, a tam wiadomo, może nie być prądu, albo wystapi jakaś inna przeszkoda. 
Losowanie odbędzie się jakąś dziwaczną metodą Kaczorówkową, wymyślę ją jeszcze....

To jest zdjęcie na banerek:

"Lud" wykonany jest z drewna sosnowego, postarzonego, innowacyjną metodą (prób i błędów) przypiekania w ognisku, dłogotrwale szczotkowany szczotkami stalowymi, miedzianymi i ryżowymi, nos i uszy wybielone pastą wybielającą. elementy metalowe to skarby znalezione na złomowisku. Całość zabezpieczona olejem do drewna i woskowana. Ładnie pachnie lasem (to przez te woski). Tworzeniu towarzyszyły dysputy nad pokrętnością zaintersowań. Okazuje się, że w każdym wieku można rozwijać swoje zaiteresowania i nabywać nowych umiejętności. Jestem tego żywym przykładem.  Jeszcze miesiąc temu nie potrafilam uruchomić wyrzynarki, szlifierki o wiertarce nie wspomnę. Wkrętarka "uciekała" mi z rąk. Dziś uruchamiam wszystkie urządzenia bez problemu i "zasuwam", aż jęk idzie po lesie. Do nagrody głównej dorzucę cukierasy i jakąś małą niespodziankę również własnoręcznie wykonaną.

A jak powstały "ludy" możecie poczytać TU, TU, TU, TU, TU i kto nie czytał może się jeszcze przy okazji pośmiać, bo moje Drogie Koleżanki Blogowe okrasiły ich życie barwną opowieścią....( podziekowania raz jeszcze)

A tak wygląda candowy ludek w kaczorówkowej scenerii


I zbliżenie na facjatę......


To zostało mi tylko zaprosić do zabawy:

  ZAPRASZAM SERDECZNIE:))

Czy to ptak? Czy to samolot? Nie to..........

Czy to ptak? Czy to samolot?



Nie to jest..........a kuku, to wcale nie jest superman, choć, prawie,prawie.

W zasadzie to była lipa, drzewo takie. Duże, no miała pewnie ze sto lat, a może nawet więcej... Rosła sobie w spokoju przy drodze nad jezioro, ale 5 lat temu przyszła burza, okropna, pustoszyła okoliczne lasy, łamała drzewa, jak zapałki i zrywała dachy z dmomów. Zmogła i struszkę lipę.




Ta zległa nieboże w poprzek drogi i tak sobie leżala czas jakiś, a że droga nad jeziora czasem jednak potrzebna to nowa droga została wydeptana i wyjeżdzona wokół tej biednej, leżącej lipy szybciutko.


Ale kto pozwoli aby się tyla opału zmarnowało? Powolutku ludzie pokroili lipię na kawałki i zabrali na opał, przez jakiś czas służyła jako rekwizyt do pozowanych zdjęć, sama mam na niej z kilkadziesiąt.



A potem zostały same nieudaczne kawałki, pokręcone z guzami wewnątrz,bo lipa w środku była pusta i miała guzowate narośla. Miała też w środku kilka wiader wspaniałego humusu, który dźwigałam wiaderkami do Kaczorówki.
Wracając kiedyś z lasu  przytachaliśmy do domu taki upośledzony, dziurawy kawałek. Leżał tak sobie w Kaczorówce i czekał.........
W zeszłym roku Wu zaczął czyścić, z nudów, bo lało, ten pokręcony i pozawijany kawałek lipy kombinując, co z tego można zrobić. Kombinował, kombinował, aż wykombinował.

Stolik, umownie nazwany " do kawy". Rano pijemy przy nim kawkę, po południu herbatkę, a wieczorem o zachodzie słonka winko.
I proszę mi nie mówić, że dziurawy. To, co się ma na nim zmieścić spokojnie się mieści, ba nawet więcej. Są bowiem w stoliku miejsca -schowki na dodatkowe piwko ( a nawet dwa) lub gazetę.....


Na specjalnym złomowym uchwycie można powiesić ściereczkę, ale głównie służy do przenoszenia stoliczka z miejsca w miejsce.....


Nogi owo cudo ma trzy, każda inna, słoniowe nieco, ale cały ten stolik mi się ze słoniem kojarzy, ciężki przynajmniej jest mniej więcej tak samo........


Kolorystyka została uzyskana metodą prób i błędów, począwszy od wypalania w ognisku, poprzez olejowanie, potem wybielanie, a potem smarowanie jeszcze jakimś szuwaksem, ale słowo ostatnie się jeszcze nie rzekło, ponoć ma być jeszcze woskowany i polerowany......


Grunt, że głowny ekspert go obwąchał dokładnie, a potem położył się w jego skąpym cieniu, bo skwar był dziś niemiłosierny. Czy go "skropił" swoim zwyczajem, bo robi to z każdą nowo napotkaną rzecza, nie wiem, nie widziałam, ale obawiam się, że niestety tak. Grunt, że wyżej nie poleciało niż na słoniowe nogi, bo ekspert to konus, jakich mało......


A z tej strony wygląda, jak? No właśnie, jak?


Dziwacznie? Nietypowo?

P.S.
A teraz zmykam spać, huta jutro czeka, ale jeszcze muszę na drugi boczek przewrócić serek typu korycińskiego, bo właśnie przywiozłam mleczko i wyrabiam po nocy serek.......


niedziela, 19 lutego 2012

Druga skrzynia na ludowo.






Powstała więc kolejna skrzynia na ludowo. Piszę skrzynia bo jej wymiary to 40x30x13, czyli to nie jest malutkie pudełeczko. Pogoda dziś paskudna, mimo środka dnia światło jest beznadziejne, musiałam ją fotografować przy sztucznym oświetleniu. Lubię tą skrzynkę, jest ciepła w kolorach i na żywo prezentuje się lepiej. Do kolorowania użyłam dwóch bejc czerwonej i żółtej, wyszedł specyficzny pomarańcz. Serwetka z ludowymi wzorami została naklejona w całości po odcięciu po brzegach czarnych ząbków, wystawałyby za krawędź zamknięcia. Reszta deseni wycięta z innych serwetek. Pomalowane wszystko zostało matowym lakierem wiele, wiele razy i być może jeszcze ciapnę parę razy dla bezpieczeństwa. No i jak Wam się podoba?