niedziela, 22 grudnia 2013

Zagadka między kuchennymi robotami

Zagadka będzie na końcu:)

Nie wiem, co się stało, ale wszystko mi jakoś składnie idzie na te święta, no w kuchni przynajmniej. To zasługa tego wiskacza, co ta miał być na święta, ale już go nie ma:))

Mięska upieczone, trzy rodzaje, a na fotce tylko indyczy udziec. Reszta już zabunkrowana w lodówce
Ciasto marchewkowe gotowe. Jutro "murzynek", bo dziecię kategorycznie zażądało tego ciasta. "Ugotowana" czekolada, czeka do jutra, kiedy będę piec.


Z czeluści szafy wywaliłam świąteczne ozdoby, po babci. Ile one mają lat? Trudno stwierdzić, fakt, że Babcia już coś prawie 30 lat, jak oczy zamknęła. Ozdoby dostałam niejako w spadku po mojej fantastycznej Babci. Babcia doczeka się chyba oddzielnego posta.




Te archaiczne bombki zawiesiłam na gałązkach forsycji zerwanych w świętą Łucję, ponoć mają zakwitnąć na Boże Narodzenie. 

A temu wszystkiemu przyglądała się Marylin ze ściany.....
,
Dziecka stworzyły własną, pierwszą na swoje śmieci, ekologiczną choineczkę, jak już najadły się obiadku ( też zdążyłam zrobić) 
A TERAZ ZAGADKA!!!!

To produkt naturalny, ze sklepu się nie nadaje.  Przez 3 dni czekał w cieple, przykryty szczelnie.......

Jest potrzebna nam patelnia i dodatki, które powodują, że produkt ze zdjęcia powyżej będzie smaczny.......................................

Na patelni, bo to się smaży..............................................................................................................
Z kolejnymi dodatkami................................................................................................
Efekt końcowy............................................

No i teraz klu zagadki. Co to jest? To się je, to jest dobre. W sklepie można kupić, ale tylko w niektórych rejonach. I nie jest takie dobre, jak się zrobi samemu. Ja ostatnio to jadłam, jakieś 20 lat temu.....................

43 komentarze:

  1. No ser! Taki w Poznaniu kiedyś sprzedawali. Zgliwiały taki a potem usmażony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agniecha, a nagroda? Upomnij się, bo Mnemo może na to nie wpaść. Np. kilo podśmiardłego sera.

      Usuń
    2. Ja nie miałabym nic przeciwko, ale listonosz by mnie znienawidził.:-)

      Usuń
    3. Sera podśmiardłego już ni ma.......co Agniecha weźmie w zamian?
      Listkowy niech się cieszy, że nosi......

      Usuń
    4. Ciasto marchewkowe weźmie? Ja bym wzięła...

      Usuń
    5. Co dadzą to weźmie. :-)

      Usuń
  2. w życiu tego nie widziałam i nie jadłam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ser kminkowy z białego, lekko podśmierdłego:) zrobiony! Pamiętam takie działania z dzieciństwa.......
    Buziaki, dobrze zorganizowana Kobieto! Ja jeszcze dużo mam do zrobienia:), ale dupkę klapnęłam na kanapę i chwilę oddycham......

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiem, wiem :)) To serek - śmierdzielek :)) Ja nie lubię, ale mój chłop to i owszem. Dobry jest z Nowego Tomyśla.
    U mnie w domu babcia go robiła.

    OdpowiedzUsuń
  5. czyli wychodzi na to, że jesteś z tych, co lubią święta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię, bo huta "zjada" całą przyjemność, ale e tym roku szczęśliwie jest łikend przed świętami i "robi" się wszystko samo......tak to powinno to wyglądać, wtedy i święta nie są straszne.......

      Usuń
  6. Dziadek robił, ja nie lubię. Zgliwiały, smażony z kminkiem.
    Zazdroszczę Ci takiego zorganizowania. Ja jakoś w ogóle nie za bardzo w tym roku przejmuję się świętami. Dekoracje własnoręczne, świerczek z naszego lasu przybędzie w wigilijny ranek. G. lubi choinkę gołą, my czasem bardzo skromnie odzianą w siermiężne ozdoby, czasem bardziej bogato w bombki też jeszcze przedwojenne (kilka się ostało). Wigilia nasza w drodze, jak w zasadzie od 29 lat ( dwa razy nie jechaliśmy, tylko do nas przyjechali).
    Nie wysłałam niestety "prezentów" różnym bliskim mi duszyczkom, ale mam jeszcze w zanadrzu termin prawosławny, więc mam nadzieję zdążyć.
    Ślę więc Ci Mnemo, i Twoim bliskim, najlepsze świąteczne życzenia. Niech się darzy, niech się spełnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako i Tobie Pacjanie/Owco. Spokojnych, rodzinnych i zdrowych:))

      Usuń
  7. Dziewczyny widać w temacie i od razu wiedzą, co to jest. To oczywiście jest ser smażony, zwany u mnie roboczo skarpetnikiem, bo kiedy się tak gliwi cuchnie, jak stare skarpetki. Dostałam wiejskiego sera na tyle dużo, że nie przerobiłam wszystkiego na naleśniki i wtedy mi się ów ser przypomniał. Właśnie go zajadam, jest pyszny, a ten ze sklepu to tylko go przypomina ździebko.

    OdpowiedzUsuń
  8. A tą niebieską bombkę to też mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz ile może mieć lat? Moja pewno z 40 albo i więcej...............

      Usuń
    2. Słuchajcie, ja mam takie dwie, jak ta niebieska, tylko złotą i karminową. Lekko licząc mają ponad 40 lat:))) Myślę, że blisko 50...
      Taki serek to mój Tato też robił, z kminkiem, nawet dość dobry był, choć zapach rzeczywiście średniawy.

      Usuń
  9. E tam, zagadka łatwa. Jasne, że zgliwiały ser. Mam taki smażyła. A gdzie go zgliwiłaś? Mam takie muchomorki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kuchni zgliwiałam, szczelnie zamknięty folią aluminiową. Ze 20 lat go nie jadłam.

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. Nie! Koniec z tym! Chcę sera!

      Usuń
    2. Musisz se zgliwić najpierw.......:)) Przepis na resztę mogę dać......

      Usuń
    3. Przecież wiem, jak go się robi. Tylko czy taki sklepowy zgliwieje?

      Usuń
    4. nie zgliwieje...... splesnieje.....

      Usuń
    5. nie zgliwieje...... splesnieje.....

      Usuń
    6. nie zgliwieje...... splesnieje.....

      Usuń
  11. Serek śmierdzielek - jak to śmierdzi, jak się robi!!!! Matkobosko!!! Ale bywał dobry, kieeeedyś... teraz sera unikam, robię wyjątek tylko dla specjalnych serów;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest specjalny ser!!!! Mało, który tak śmierdzi, jak gliwieje.......

      Usuń
    2. No wierzę, smród jest straszny - zawsze się to robi w letnich kuchniach, bo w domowych masakra;)

      Usuń
  12. W ogóle to czytając tytuł wpisu i mając w drugim planie postacie ze zdjęcia sztandarowego, myślałam że te roboty są rodzaju męskiego. Takie maszyny, które ganiają Mnemo po kuchni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maszyny to nie, ale męska cześć tak i owszem.....ciągle by coś zjadła "dobrego".........

      Usuń
    2. Cykuty jem daj, cykuty!

      Usuń
    3. Sokretesy moje mam truć? A nie, jeszcze są potrzebne przecie:))

      Usuń
    4. W małych ilościach nie truje, tylko apetyt ogranicza.

      Usuń
  13. Ale zorganizowana z Ciebie kobieta....
    Prezentowanego dania nie spożywałam nigdy !!!!
    Bombki piękne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tu są dwa wyjścia albo byś pokochała, albo byś się po........... różnie na niego ludziska reagują:)))

      Usuń
  14. Takie bombki z mojej Mamy dzieciństwa też pieczołowicie przechowuję i teraz cieszą moje oko na choince:)))
    Mnemo:)) Życzę Ci magicznych Świąt w gronie najbliższych,mnóstwa radosnych chwil-Lucy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Lucy serdecznie i wzajemnie -wszystkiego dobrego:))

      Usuń
  15. na serek zrobiłas chętkę... moja nieżyjąca już ciocia Lusia go robiła...
    bombeczki cudne, u mojej ammy na choince jeszcze takie wiszą, choć już coraz mniej.....
    Wesołych , SuperZorganizowanaKobieto!!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Zapraszam do obejrzenia moich bombek:)

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)